|
Bartosz stawiarski
|
Blog > Komentarze do wpisu
Energetyczna kiszonka po polskuJako wakacyjny prezent i zarazem na zamknięcie półrocza giełdowy debiut Tauronu miał wedle wszelkich i wielkich nadziei być przyjemną powtórką z rozrywki dostarczonej przez PZU. Pomimo obniżonej jeszcze podczas oferty publicznej ceny i to o niemal 20 proc. (z 6,3 do 5,13 zł po scaleniu 9:1) debiut wypadł dokładnie na zero. Punktualnie o 9 rano panel na Książęcej wypluł mizerne pięć złotych trzynaście groszy za walor. Drugi niewypał energetyczny na polskim parkiecie w ciągu ledwie pół roku stał się faktem. Od Budziska po Bogatynię i od Świnoujścia po Ustrzyki Dolne do opinii publicznej przebiły się jednak aż całe dwa głosy zadowolenia z tego defektu. Pierwszy, ekonomicznie uzasadniony padł ze strony KGHM, któremu jak najbardziej na rękę tanie papiery w obliczu zamiarów zwiększenia zaangażowania. Drugi za to był całkiem kuriozalny: propagandę sukcesu szerzył... minister skarbu Aleksander Grad. Istotnie: w porównaniu z nie tak dawną "wtopą" z katarskim inwestorem-widmo w stoczni obecne wydarzenie można poczytać za sukces, jako że nie było większą niż tamta porażką. W sumie gdyby spojrzeć na to inaczej to... może jednak sukces? Wszak trochę dziury budżetowej udało się zasypać, ale społecznego pożytku z tego jakoś nie widać. Z drugiej strony, ciekawe o ile wzrósł choćby koszt obsługi długu zagranicznego z racji kilkunastoprocentowej deprecjacji złotego w krótkim czasie? Więc sukces jednak jest jednakoż dęty, co iluzoryczny. Przypomnijmy jeszcze krótko jesienną, jak się okazało groteskową ofertę PGE. Przy cenie emisyjnej 23 zł, redukcji zleceń w wymiarze 96 proc. oraz debiucie bodaj 26 bez kilku groszy dało to praktycznie zero zarobku ciułaczom, ale za to okrągłe 80 "baniek" bankom poprzez prowizje biur maklerskich i koszty oferowanych lewarów. A przecież potem było już tylko gorzej: kurs obsuwał się, co jakiś czas doświadczając słabych podrywów, aż wreszcie spadł nawet poniżej 20 zł, w której to okolicy sennie się buja od wielu tygodni. Gdzie są ci wszyscy chętni, co się tak rozbijali po cenie ponad 10 proc. wyższej? Najwyraźniej kolejny raz w karierze GPW stali się mimowolnymi długoterminowymi inwestorami. Trwa zatem "kiszenie" tudzież długie leżakowanie akcji PGE w detalicznych portfelach. W przypadku Tauronu prosta kalkulacja dowodzi, że zaledwie szczątkowy odsetek "drobnych" zdecydował się uciąć straty w dniu debiutu. Kurs zamknięcia na poziomie 5,05 zł oznacza jakieś 100 zł straty dla przeciętnego ciułacza, który zgłosił akces na maksymalną dozwoloną pulę. A byłoby dobrze ponad 200 "po pleckach" gdyby nie redukcja o 37 proc.! Czasem więc niepełny przydział może się paradoksalnie okazać zbawienny. Nadchodzą czasy drugiego portfelowego "kiszenia" kolejnego przedstawiciela sektora energetycznego. Profesorowie, studenci, handlarze złomem, gospodynie, artyści - wszyscy amatorzy Tauronu reprezentujący różne profesje jadą w tym wypadku na tym samym wózku inwestycyjnego dyskomfortu. Pocieszenia mogą oni szukać w KGHM, który planując "zebrać" z rynku dodatkowe około 100 mln akcji będzie hamulcowym dalszej przeceny.
Z pojawienia się na rynku kolejnej dużej defensywnej spółki płynie morał zgoła odmiennego rodzaju. Zapewne niebawem Tauron śladem PGE i PZU zagości w składzie naszego głównego indeksu WIG20. A to oznacza ni mniej, ni więcej jak swoiste jego "zamulenie", rozumiane jako stłumienie zmienności. PGE i PZU już mają weń łączny 16-proc. udział, a że ceny tych walorów ewoluują w tempie babci na fotelu bujanym, to spadek rozpiętości wahań wskaźnika mamy zagwarantowany. To oznacza w perspektywie mniejsze "przejazdy" w górę i dół, co zresztą już widać. Indeks S&P500 zakończył fatalny kwartał i półrocze na najniższym tegorocznym poziomie, podczas gdy WIG20 ledwie zjechał poniżej 2300 pkt. Trzyma się tym samym dobre 100 pkt powyżej swojego analogicznego minimum wytyczonego w lutym. FW20 ma wszelkie szanse stać się kontraktem defensywnym - ironizując, może OFE się zainteresują? Za ten stan odpowiada redukcja udziału walorów bardziej agresywnych (KGHM, PKN) na rzecz wspomnianych defensorów. Spadek zmienności przełoży się na niższą wycenę opcji OW20, ale marna to pociecha kupować "outowe" serie jeśli mocno spadło prawdopodobieństwo znacznego ruchu na indeksie bazowym. Szanse na powtórzenie niedawnych zagrywek pod szybującą deltę bądź gammę stopniały. Należy się spodziewać większej popularności serii z cenami wykonania bliższymi bieżącej wartości indeksu. Tak z grubsza u progu sezonu ogórkowego wygląda kiszenie energetyki po polsku. Bez rychłych nadziei na wybudzenie z tego katatonicznego odrętwienia. Tymczasem jutro kolejne, n-te podejście do krótkiej sprzedaży. Na zasadzie indukcji matematycznej wyprzedzająco i raczej bezcelowo pytam: kiedy następne, (n+1)-wsze?
Bartosz Stawiarski środa, 30 czerwca 2010, bartosz.stawiarski
|